BIAŁYSTOK TO NIE POLSKIE MIASTO, A PODLASKIE PLEMIĘ TO NIE POLACY

Autor:Przemysław Lis Markiewicz

BIAŁYSTOK TO NIE POLSKIE MIASTO, A PODLASKIE PLEMIĘ TO NIE POLACY

Polacy mają różne odczucia po wczorajszym Marszu Równości w Białymstoku. Niektórzy płaczą z żalu i bezsilności, inni się wstydzą.

Polacy, nie wstydźcie się nie za siebie. Białystok (i całe to dzikie Podlasie) nigdy nie było, nie jest i nie będzie polskie. A ludzie stamtąd – to plemię z ziemi niczyjej, nie Polacy.

Jestem oszołomiony tym, co tam się stało, ale nie zdziwiony, ponieważ Katastrofa Białostocka Anno Domini 2019 wpisuje się w ciąg katastrof o wspólnej nazwie „Projekt Rzeczpospolita”.

Ciąg katastrof „Rzeczpospolita” miał swój początek w 1370 roku, kiedy to bezpotomnie zmarł w Krakowie nasz wspaniały król – Kazimierz III Wielki. Czternaście lat później rycerstwo wybiera na króla Polski młodziutką, zaledwie jedenastoletnią Jadwigę Andegaweńską. Jadwiga ma wyjść za mąż za miłość swojego życia – Wilhelma Habsburga. I wtedy wydarza się kolejna katastrofa w dziejach Polski. Wskutek intryg zdrajców Polski Jadwigę postanowiono wydać za mąż za Władysława Jagiełłę. Gdy młodziutka Jadwiga o tym się dowiedziała, usiłowała wyrąbać toporem bramę wawelską i uciec z Krakowa, jednak została powstrzymana przez Rusina Galickiego – Dymitra (trzeba to będzie przy okazji Ukraińcom wypomnieć). Intryganci postawili jednak podstarzałemu (jak na ówczesne czasy) dzikusowi warunek: Litwa ma przyjąć chrzest. Wtedy następują dwa kolejne, katastrofalne dla Polaków, zdarzenia. W 1385 roku małopolscy zdrajcy Polski podpisują z Jagiełłą układ w Krewie, który staje się początkiem katastrofy w dziejach Polaków: Projektu Rzeczpospolita. Rok później Jadwiga wychodzi za mąż za naprawdę poganina (czyli wtenczas dzikusa) – Jagiełłę.

Małżeństwo Jadwigi Andegaweńskiej z Wilhelmem Habsburgiem utrwaliłoby naturalne związki Polski z cywilizacją zachodnioeuropejską, zdrajcy i intryganci postanowili jednak uwstecznić Polskę i połączyć ją z zacofanym Wielkim Księstwem Litewskim.

Weźmy teraz do ręki atlas historyczny Polski i przekonajmy się. Białystok, za Piastów, nigdy nie był miastem polskim (zresztą w ogóle go nie było wtenczas, jako miasta). Podlasie (później też i Białostocczyzna) było zawsze częścią Wielkiego Księstwa Litewskiego. Wielkie Księstwo Litewskie składało się wówczas nie tylko z terenu obecnego państwa litewskiego, ale i z części Rusi Kijowskiej, która chrzest przyjęła w 988 roku (czyli 22 lata po chrzcie Polski). Zanim cywilizacja zaczęła docierać do Wielkiego Księstwa Litewskiego z Polski, docierała tam już z Rusi, która była na zbliżonym poziomie cywilizacyjnym, co Polska. Językiem urzędowym w Wielkim Księstwie Litewskim był nie litewski, a ruski (z którego wywodzą się współczesne języki: rosyjski, ukraiński i prawie wymarły – białoruski).

Podlasie przyjęło cywilizację zachodnioeuropejską (zostało ochrzczone) około 1413 roku. W tamtych czasach chrześcijaństwo oznaczało postęp cywilizacyjny. Czy nam się to podoba, czy też nie. I podczas gdy w Poznaniu w 1413 roku Polacy mieszkali w murowanych kamienicach, często z kanalizacją i ogrzewaniem i ubierali się w porządne, szyte kontusze, to Litwini i Rusini z Podlasia mieszkali w szałasach i ubierali się w skóry upolowanych zwierząt. Można z tego wyprowadzić jeden oczywisty wniosek: mieszkańcy Podlasia są zapóźnieni cywilizacyjnie w porównaniu z Polakami z Wielkopolski, Śląska czy Pomorza na jakieś 447 lat. Czyli mentalnie tkwią jeszcze w roku 1572, choć kalendarz pokazuje 2019. Zatem mentalnie są oni jeszcze na etapie przedoświeceniowym. To chyba wszystko wyjaśnia. Podobnie zresztą, jak polski Kościół Katolicki i rządzący na Podlasiu PiS – oni też są na etapie przedoświeceniowym.

Katastrofa o nazwie „Projekt Rzeczpospolita” trwała niestety dalej. Później była Unia Lubelska (kolejna katastrofa). Zbrojna aneksja Galicji czy Wileńszczyzny po I Wojnie Światowej to były wciąż następstwa owego katastrofalnego dla Polski projektu. Rozbiory i włączenie części polskich ziem do Imperium Rosyjskiego (dzięki czemu Polacy stamtąd cofnęli się o 300 lat w postępie cywilizacyjnym) – to również był skutek katastrofy – I Rzeczypospolitej.

Napisałem wyżej, że mieszkańcy Podlasia są zapóźnieni w stosunku do Ślązaków czy Poznaniaków o jakieś 447 lat, jednakże to zbyt aptekarskie podejście, ponieważ naprawdę jest jeszcze gorzej. Każdy z nas zapewne słyszał powiedzenie: „Kto się nie rozwija, ten się cofa”. Właśnie. Wielkopolska, Pomorze i Śląsk, poprzez bezpośrednie sąsiedztwo z Europą Zachodnią, zawsze rozwijały się szybciej. W czasach porozbiorowych, po kongresie wiedeńskim, część polskich ziem trafiła do Prus, które były cywilizacyjną potęgą. Aby zachować swoją polską tożsamość, Polacy ze Śląska, Wielkopolski czy Pomorza musieli dorównywać Prusakom. Dlatego się kształcili, prowadzili działalność gospodarczą, zakładali towarzystwa kredytowe, musieli znać prawo, aby go przestrzegać i wymagać od Prusaków, aby i oni go przestrzegali. O Drzymale, strajku Dzieci Wrzesińskich i zwycięskich powstaniach wielkopolskich słyszał pewnie każdy Polak. O Marcinkowskim, Cegielskim, Jackowskim czy Libelcie też zapewne słyszało wielu. A na Podlasiu? Podczas gdy Wielkopolanie kształcili się na berlińskich czy hamburskich uniwersytetach i jeździli pierwszymi automobilami, podlaskie plemię chodziło w łapciach z łyka, zgrzebnych koszulinach, nie umiało czytać i pisać i chlało gorzałę na potęgę. Mieszkali w kurnych chatach ze strzechą i nawet nie przemieszczali się między wsiami, bo ciężko było przebrnąć przez błoto na nieutwardzonych gościńcach. W międzyczasie, w ramach rozrywki, urządzali sobie antyżydowskie pogromy, tradycja ta przetrwała długo (Jedwabne 1941 plus jeszcze 30 pogromów antyżydowskich na Podlasiu w tamtym czasie).

Skoro Podlasie i Białystok to miejsce najliczniejszych pogromów antyżydowskich w historii Europy i świata, to co nas może dziwić, że to dzikie plemię urządza sobie pogromy w 2019 roku, tyle że na gejach (Żydów już nie ma). Niewiele się też zmieniło z punktu widzenia inspiracji i władzy. Przed 1939 rokiem antyżydowską nagonkę prowadziła polska władza państwowa zdominowana tam przez endeków i Kościół Katolicki, w 1941 roku władzę państwową polską zastąpiła okupacyjna niemiecka, Kościół Katolicki jednak nadal wspierał mordowanie Żydów na tamtym terenie. A ponieważ było to skuteczne i Żydów wymordowano, to teraz przyszła pora na gejów. Panujący na Podlasiu PiS wraz z podlaskim biskupem szczuje na gejów. Nie ma się zatem co dziwić, że napakowane bydlęta, opętane retoryką klechów i PiSowskich notabli, nie mają żadnych hamulców, aby skopać piętnastoletnią dziewczynę (co widział na własne oczy pisarz Jacek Dehnel).

Podlasie to nie Polska. Warto sobie to uprzytomnić. I nie jeździć tam, i nie kupować niczego, co jest tam produkowane.

W jesiennych wyborach parlamentarnych PiS zdobędzie tam poparcie na poziomie 70%. I nic nie pomoże. Nawet gdyby z martwych powstali Jan Paweł II i Józef Piłsudski i prosili, aby na PiS nie głosować, to plemię i tak zrobi po swojemu i poparcie sięgnie już 99%. Bo przecież Wojtyła i Piłsudski byli lewakami.

Na podlaskim plemieniu trzeba postawić krzyżyk. Oni są uwstecznieni o jakieś 600 lat. Nikt z nas, za życia, nie doczeka się tam demokracji, społeczeństwa obywatelskiego czy szacunku dla praw człowieka. Kiedyś czytałem, że jedynym plusem projektu Rzeczypospolita był awans cywilizacyjny Wielkiego Księstwa Litewskiego. A co mnie to obchodzi? Jak widać, awans cywilizacyjny plemienia podlaskiego dotyczy tylko murowanych domów, odzieży i telefonów komórkowych. Bo mentalnie tkwią w średniowieczu. I nic im nie da obnoszenie się w polską symboliką narodową. Można i na konia narzucić derkę ze znakiem Polski Walczącej. Ale czy szkapie to coś da? Odpowiedź jest oczywista.

O autorze

Przemysław Lis Markiewicz administrator

Cóż ma począć człeczyna, który wiecznie czymś się przejmuje lub żołądkuje? Można iść na wojnę, można i na demonstrację. A czasem wystarczy podzielić się spostrzeżeniami z innymi. Що робити чолов'язі, що вічно чимось переймається, або роздратовується. Можна поїхати на війну, можна і почимчикувати на демонстрацію. Інколи досить поділитися роздумами і іншими людьми.